STÓŁ_Z_POWYŁAMYWANYMI_NOGAMI » Item Inventory Your was successfully listed in the Community Market . Confirmation needed to list your on the Community Market . Wiemy jeszcze trochę dużo dni do świąt, ale nie mogliśmy powstrzymać się Taka czwórka jest już u nas w stacjonarnym sklepie i na www.stolzpn.pl . #muminki #malami #małami #pannamigotka Jola lojalna, Jola nielojalna Stół z powyłamywanymi nogami:P Blondi 124 odpowiedział(a) 02.01.2017 o 22:17 stÓŁ z powyŁamywanymi nogami is at stÓŁ z powyŁamywanymi nogami. February 28, 2022 · Warsaw, Poland · Kochani Fani Muminków, bywalcy www.stolzpn.pl mamy dla Was taką propozycję. "Można leżeć na moście i patrzeć, jak przepływa pod nim woda. Albo biegać i brodzić w czerwonych botach po mokradłach. Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się, jak deszcz pada na dach. Bardzo lirik lagu tangan tuhan tak kurang panjang. Spróbujmy szybko wymówić pewne znane i mniej znane wyrażenia czy zwroty, które przygotowałem, a przekonamy się, że wcale nie będzie to takie proste (ale zabawne – tak). Dzieje się tak dlatego, że w owych sformułowaniach występują koło siebie słowa zawierające te same bądź prawie te same zbitki spółgłosek (szeleszczące i zgrzytające), trudne do wyartykułowania (przy okazji − mam nadzieję − utrwalimy sobie pisownię niektórych form). Dodam, że stół z powyłamywanymi nogami czy konstantynopolitańczykowianeczka to tzw. polskie szybolety (inaczej ‘hasła rozpoznawcze’), czyli określenia zawierające głoski, z którymi na pewno nie poradzi sobie cudzoziemiec. Na pierwszy ogień niech idą powiedzenia doskonale wszystkim znane (któż nie czytał bajek Jana Brzechwy): W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i Szczebrzeszyn z tego słynie. Ale są jeszcze dłuższe wersje, już nie Brzechwy: − Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie, strząsa skrzydła z dżdżu i trzmiel w puszczy tuż przy Pszczynie straszny wszczyna szum; albo: − Trzynastego w Szczebrzeszynie chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie. Wszczęli wrzask szczebrzeszynianie. − Cóż ma znaczyć to tarzanie? Wezwać trzeba by lekarza, zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza! Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie, że w nim zawsze chrząszcz brzmi w trzcinie! A chrząszcz odrzekł nie zmieszany: − Przyszedł wreszcie czas na zmiany! Dawniej chrząszcze w trzcinie brzmiały, teraz będą się tarzały; albo: − Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie, że przepiórki pstre trzy podpatrzyły, jak raz w Pszczynie cietrzew wieprza wietrzył. Wietrzył cietrzew wieprzy szereg oraz otomanę, która miała trzy z nóg czterech powyłamywane. Teraz o pewnym Pietrze, czyli Piotrze, który przesadził kiedyś z użyciem pieprzu: − Nie pieprz, Pietrze, pieprzem wieprza, wtedy szynka będzie lepsza. Właśnie po to wieprza pieprzę, żeby mięso było lepsze. Ależ będzie gorsze, Pietrze, kiedy w wieprza pieprz się wetrze! Przećwiczmy wreszcie wymowę na innych, ale nie mniej popularnych powiedzonkach: − W czasie suszy szosa sucha. − Stół z powyłamywanymi nogami. −Gżegżółki i piegże nażarły się na czczo rzeżuchy i rzędem rzygały do brytfanny. − Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego. − Lojalna Jola, Jola lojalna. − Konstantynopolitańczykowianeczka (‘mieszkanka Kontantynopola, małe dziecko’) − Czy tata czyta cytaty Tacyta? Nie tata nie czyta cytatów Tacyta! A co tata czyta? Tata nic nie czyta, nawet cytatów Tacyta! − Ząb − zupa zębowa, dąb − zupa dębowa. − Szedł Sasza suchą szosą, susząc szorty. − I cóż, że ze Szwecji? − Poczmistrz z Tczewa, rotmistrz z Czchowa. − Mąż gżegżółki w chaszczach trzeszczy, w krzakach drzemie kszyk, a w Trzemesznie straszy jeszcze wytrzeszcz oczu strzyg. Maciej Malinowski Polszczyzna słynie z tego, że wiele jej wyrazów i wyrażeń sprawia ogromne problemy obcokrajowcom (i nie tylko). Poniżej znajduje się kilka łamańców językowych, z którymi nie każdy jest w stanie sobie poradzić. Cóż, że ze Szwecji. Czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą. Konstantynopolitańczykowianeczka. Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego. Kwas dezoksyrybonukleinowy. Jola lojalna, nielojalna Jola. Nie pieprz, Pietrze, wieprza pieprzem, bo przepieprzysz wieprza pieprzem. Stół w powyłamywanymi nogami. W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i Szczebrzeszyn z tego słynie, że chrząszcz właśnie brzęczał w trzcinie. Ząb – zupa zębowa, dąb – zupa dębowa. Z iloma łamańcami jesteście w stanie sobie poradzić? Który z nich sprawia Wam największy kłopot? Przychodzą Wam do głowy inne łamańce językowe? Dajcie znać w komentarzach! Małgorzata Woźna Małgorzata Woźna – magister filologii polskiej oraz kultury i praktyki tekstu, korepetytorka, korektorka i copywriterka, autorka bloga Prosty Polski, na którym od 2016 roku publikuje artykuły dotyczące języka polskiego. Pomaga uczniom szkół podstawowych i ponadpodstawowych uporać się z trudnymi zagadnieniami literackimi i językowymi. Daje wskazówki Polakom na temat poprawności problematycznych form. Ta droga do własnych czterech kątów też nie była usłana różami. Jeden wuj, jak wynika z opowieści rodzinnych, podróżował kilka (!) razy do Ameryki, zanim za zarobione pieniądze udało mu się założyć małą trafikę (czyli sklep z tytoniem), a potem odłożyć na własne mieszkanie na Wildzie. Siostrzany pradziadek kroił garnitury berlińskim elegantom, by powrócić do kraju po 1919 roku. Kupuje on wówczas mieszkanie na reprezentacyjnych Alejach Karola Marcinkowskiego. Dziadek Aleksander jako uczeń i później czeladnik piekarski meldowany jest pod adresami kolejnych mistrzów, u których pobiera nauki. Sypia zapewne gdzieś w pokoikach za piekarnią, jak i setki młodych adeptów zawodu. Na własnym, w Poznaniu, zamieszkał dopiero po II wojnie wcześniejsze wpisy w kartotece meldunkowej wszystkich moich krewnych (ale i innych, zwykle mniej majętnych mieszkańców Poznania) to dziesiątki (!) zapisów drobnym maczkiem. Przeprowadzki co kilka miesięcy, czasem tylko do sąsiedniej kamienicy. Trudno dziś to pojąć. Co tak gnało z miejsca na miejsce naszych pradziadków? Czy tylko szukanie lepszego miejsca na Ziemi? Tam będzie lepiej? Może w końcu, gdzieś w innym miejscu, podły los się odmieni?Mijam mural z wierszem Stanisława Barańczaka i wciąż na nowo odczytuję sens tych kilku wersów: Jeżeli porcelana to wyłącznie taka Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu, Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby Nie było przykro podnieść się i odejść; Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce, Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci, Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy lub świat Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać? Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze? Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy w świecie czuł się jak u siebie w domu? Jakże dziś nam wygodnie, jak bardzo się zasiedzieliśmy. A ja wciąż przed oczami mam te kartoteki, zapisane drobnym maczkiem. Dziesiątki, czasem setki adresów. Dlaczego? Już wiem, że nie znajdę jednoznacznej odpowiedzi. Trzeba by się wgryźć w tamten czas, przyzwyczajenia, nawyki, działania z rozpędu, uświęcone niepisaną tradycją. Trzeba by zobaczyć tamten Poznań przełomu wiek XIX i XX z nowymi budującymi się kamienicami, nagle eksplodujący na zewnątrz, na przedmieścia, poza fortyfikacyjne mury twierdzy. Nowe budynki, nowe miejskie tereny Jeżyc, Łazarza. Gdy nadchodził dozwolony prawem czas przeprowadzki w dzikim pędzie szukano po prostu nowego miejsca na ziemi. Firma przewozowa Jana Murkowskiego była jedną z ważniejszych firm przewozowych PoznaniaCzasem motorem był awans społeczny, innym razem do zmiany adresu pchały problemy finansowe. Bywało, że żyć nie dawał pobliski rzemieślniczy zakład, wilgoć, insekty, dymiące piece, których nie chciał nareperować administrator domu. Trzeba było przenieść się do odległej dzielnicy miasta, bo wymagała tego zmiana pracy. A może uprzykrzał życie awanturujący się sąsiad za ścianą, albo „niezwykle muzykalna” sąsiadka z góry? Trzeba było zostawić za sobą przykre wspomnienia, którymi przesiąknięte były ściany: rozstania, chorobę, śmierć bliskich. Przeprowadzano się też z rozpędu, bo „tak trzeba”, „tak się robi”, taki był zwyczaj. Kończyła się umowa, administrator podnosił czynsz, a przeprowadzki sankcjonowane były w wyznaczonych przez policję terminach jednak do przodu pchały marzenia o awansie społecznym. Lepsze piętro, bardziej widne mieszkanie, bardziej prestiżowa lub bezpieczniejsza dzielnica. Z bocznej oficyny do frontowej, z ciasnej klitki „na czwartym”, do bardziej reprezentacyjnego „na drugim”, z Chwaliszewa na Długą, z Garbar na Wilhelmowską, z prawego brzegu Warty na lewy. Równolegle, w drugim kierunku spychała bieda, degradując. Zamożny onegdaj kupiec, zlicytowany wraz z rodziną lądował w zapluskwionej, zatęchłej norze na przedmieściach, zaś inwalida-robotnik miał i tak szczęście, gdy znalazło się dlań miejsce w przytułku. Toczyły się wozy z meblami i dreptali ludzie z dobytkiem w obie świętojańska w Warszawie, pocztówka z ok. 1900 roku, Biblioteka Narodowa [Polona]Jest początek lipca, zaraz po świętym Janie, a może pół roku później, na Świętego Michała. W całym Poznaniu panuje nieznośny rwetes i zamieszanie. Po brukowanych ulicach w jedną i drugą stronę toczą się wielkie wozy i wiejskie furmanki, na których piętrzą się stosy mebli. Na pchanych ręcznie, mniejszych wózkach też podskakują dziarsko szafy, krzesła, lustra, węzełki z bielizną, brzęczy porcelana upakowana w wiklinowe kosze od bielizny. Tam wiozą fortepian, tam spuszczają wielką komodę przez okna, bo zator się zrobił na schodach. Coś spadło z furmanki, komuś potłukła się cała zastawa stołowa. Lament słychać na całą ulicę. Biedniejsi przenoszą swój lichy dobytek na swoich plecach. Przeprowadzka noworoczna, wielkanocna, świętojańska, świętomichalska. W dozwolonym i ogłoszonym przez policję terminie. Kto nie zdąży na czas – może zapłacić grzywnę a nawet grozi mu kara więzienia. Bywa, że przeprowadzają się całe kamienice. Tu ktoś się wyprowadza, tam na podwórku piętrzy się stos gratów, na którym czeka w napięciu cała rodzina, bo poprzedni lokatorzy jeszcze nie opuścili mieszkania. W sklepach też rojno. Kupcy nie przepuszczą takiej okazji. Trzeba przecież wymienić to co stłuczone, kupić nowe firanki, czasem dostawić nowe łóżko. Nie mniej roboty mają rzemieślnicy – tu trzeba naprawić zegar, tam poprawić wentylację, bo piec dymi, a niektórzy zdecydują się przemalować ściany. Wszystko w niewiarygodnym pośpiechu. Nie można zapomnieć o zgłoszeniu nowego adresu. W pruskim porządku nawet niebieskie ptaszki muszą „być na oku”.„Meldowanie ułatwia odszukanie osób, w miastach większych, nastręcza sposobność do kontrolowania miejscowego ruchu ludności i ułatwia nadzór nad osobami podejrzanemi, które przez częste zmiany mieszkania i miejsca pobytu chcą sobie ułatwić popełnianie przestępstw i usunąć się od odpowiedzialności. Z tego powodu istnieje obowiązek meldowania jako środek policyi miejscowej, nawet w państwach, które zaprowadziły wolność paszportową ( we Włoszech, w państwach niemieckich)” - zauważa Franciszek Kasparek w swej „Nauce administracyi i prawie administracyjnym austryackim”.fragment zapisków na karcie meldunkowej A meldować się trzeba ekspresowo po zmianie adresu – miało się na to zaledwie trzy dni, a obcokrajowcy musieli powiadomić władze o swym przybyciu do miasta nawet w przeciągu doby. Na dodatek zobowiązani do przekazania takiej informacji byli zarówno zmieniający lokum, ale również gospodarze domu, czy podnajmujący pokój, a nawet rodzina, która gościła przybywającego z prowincji krewnego. A w kartotekach meldunkowych nie zapominają odnotować przy okazji informacji o ślubie, zawodzie, wyznaniu, u kogo się ów kąt wynajmuje albo u kogo z rodziny się ktoś zatrzymał. Pojawiają się też różne tajemnicze dopiski, czasem (jeśli osobnik był szczególnie ciekawy dla policji) nawet podkreślane na czerwono. Numery spraw sądowych, kto siedział w ulu (jak się wówczas nazywało więzienie), a który nieszczęśnik „wylądował” na leczeniu w Owińskach. Kiedy poszedł ktoś do wojska, a kiedy ze służby wrócił. Gdzie był i dokąd odjechał. Nawet panie lekkich obyczajów mają odnośne zapisy w swych kartotekach. Jednak najczęstsze wpisy dotyczą zwykłych, obywatelskich powiadomień o zmianie miejsca częstym przenoszeniem się ściśle związany był też proceder zmiany służby w miastach, a na wsiach dotyczył on także zatrudniania innych pracowników najemnych. Pracę czy służbę dogadywano (godzono) na określony czas, zazwyczaj na kwartał, choć bywało, że i na rok lub (w miastach) coraz częściej na miesiąc. Elżbieta Bederska, autorka poradnika „Dobra służąca czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?”. wydanego w Poznaniu w 1909 roku, przypominała, że służąca, umówiona na pracę kwartalną winna zgłosić się na służbę drugiego dnia rozpoczętego kwartału, a więc 2. stycznia, 2. kwietnia, 2. lipca, 2. października. To zwykle dzień po przeprowadzce. Dokładny termin zmiany służby w Poznaniu wyznaczała policja i podawała do wiadomości ogólnej wraz z terminem "zamiany mieszkań". Mieszkania również godzono na kwartały, często płacąc za taki właśnie czas (lub jego kilkakrotność). Dopiero po upłynięciu czasu umowy można było zmienić lokum. W przeciwnym razie trzeba było zapłacić za umówiony czas. Za niezastosowanie się do przepisów i opuszczenia mieszkania w terminie przeprowadzki do wyznaczonej godziny można było ponieść wysoką karę. W 1909 roku była kara grzywna do 30 marek albo spedycyjny Jana Murkowskiego dysponował różnymi środkami transportuGdy spodziewano się zwiększonego ruchu lub mogły być problemy z zapewnieniem wystarczającej liczby wozów i tragarzy (jak na przykład w czasie wojny) policja decydowała się wyznaczyć osobne dni na przeprowadzkę z mieszkań małych jedno lub dwupokojowych, a w kolejne dni z większych przesuwano głównie ze względu na przypadające niedziele i święta, zarówno katolickie, protestanckie jak i żydowskie. Przeprowadzały się lub pomagały w transporcie bowiem całe rzesze ludzi, różnych wyznań. Nieraz powodowało to też sporo zakłóceń w innych usługach, gdyż pracownicy innych branż zachęceni dodatkowym wysokim zarobkiem, rzucali swoje podstawowe zajęcie. W Poznaniu funkcjonowało sporo firm spedycyjnych, ale nie były one w stanie zaspokoić olbrzymiego zapotrzebowania w tych konkretnych dniach. Do znanych firm należały firmy: Barczyńskiego z Wielkiej Berlińskiej, Błaszyka z Rycerskiej, Freudenrich&Cynka z Rycerskiej, Helvetia z Wielkiej Berlińskiej, „Express””Kuczkowskiej i chyba najbardziej znana Murkowskiego z przeprowadzek były dość stałe. Mniej popularne były 1 stycznia – tzw. przeprowadzka noworoczna i 1 kwietnia – nazywana przeprowadzką wielkanocną. Jednak dwa terminy w roku były popularniejsze: przypadająca na 1 lipca przeprowadzka świętojańska (po dniu św. Jana 24 czerwca, w Warszawie zwykle to 8 lipca) i 1 października – przeprowadzka świętomichalska (po dniu świętego Michała 29 września). Co ciekawe – na przykład w Warszawie – bardziej popularna była przeprowadzka świętojańska, przypadająca tam na 8 lipca, a dla wielu rodzin bardziej zamożnych związana w ogóle z czasową likwidacją mieszkania w mieście na rzecz „letniego mieszkania” prawie całej rodziny na wsi. Tam, w mieście, na okres letnich miesięcy, pozostawał nieraz jedynie pracujący ojciec rodziny, więc uważano, że „Dwa są terminy w naszym narodzie: na Święty Michał i – Świętojański/ Pierwszy – lud wiejski dzierży w odwodzie/ Drugi – to termin klasy mieszczańskiej”. W Poznaniu jednak znacznie popularniejszym terminem na zmianę lokum była właśnie jesień. W 1888 roku na łamach „Wielkopolanina” , opisywano „obraz wielkiego zamięszania(!) w Poznaniu z powodu przeprowadzki, która największą jest na św. Michał”. 11 lat później, redaktor Postępu, podsumowując przeprowadzkę wielkanocną zauważa też: „jak dawniej tak i w tym roku wielkiej przeprowadzki nie było. Jak wiadomo u nas głównie na ś[w]. Michał się przeprowadzają”.Pod koniec XIX wieku wraz z budową nowych budynków przeprowadzki stają się bardziej ożywione. „Mianowicie poszukiwano mieszkań okazałych, odpowiadających wymaganiom obecnym. Toteż wynajęto wiele mieszkań w nowych kamienicach, nawet takich, które jeszcze nie wyschły” – donosił Goniec Wielkopolski w 1881 roku. A w 1889 roku Orędownik zauważał: „nie ma prawie domu, gdzieby się przynajmniej jedna rodzina nie przeprowadzała”. Początek XX wieku to wielki rozwój przedmieść poznańskich. Świeżo przyłączone do miasta Jeżyce, Wilda i Łazarz zabudowują się gęsto wysokimi budynkami mieszkalnymi. Podobnie na Chwaliszewie, małe domki rzemieślników zastępowane są okazałymi kamienicami. Nowe pomieszkania przyciągają wielu duży ruch panował w 1907 roku, więc przeprowadzka trwała nieomal cały tydzień: „Już na kilka dni przed pierwszym wielkie wozy transportowe zaległy wszystkie ulice starego miasta i przedmieść. Przenoszenie mebli w ulicach więcej ożywionych tamowało nieraz ruch na chodnikach. Dopiero od wczoraj cokolwiek się uspokoiło. Do zmiany mieszkań przyczyniła się w roku bieżącym niemało działalność policji budowlanej, która bardzo wiele mieszkań, zajętych przez ludność mniej zamożną, uznała za niezdrowe i tym sposobem zniewoliła mieszkańców do przeprowadzki. W ślad za przeprowadzkami idzie wielce ożywiony ruch budowlany. Liczne starsze kamienice ustępują miejsca nowoczesnym gmachom wielkomiejskim. Zyskuje na tym wygląd miasta, lecz tracą lokatorzy, którzy w pięknych kamienicach płacić muszą piękne komorne” – wzdychał redaktor Kuriera w Wielkopolaninie tego roku zauważano, że „wielu lokatorów przeniosło się ze starych domów w dolnej części miasta w górną na przedmieścia, gdzie pobudowano domy według najnowszych wzorów z wygodami nowoczesnemi.” Nie zawsze wszystko przebiegało bez zakłóceń. Czasem szyki mieszała pogoda, tak jak ulewa w 1889 roku, która to „przyprawiła mianowicie biedniejsze rodziny o niemałe straty”.Zdarzały się drobne szkody, jak zgubiony w drodze z ulicy Półwiejskiej ku Ogrodowej męski trzewik sznurowany. (Przyznawać się, czyj to pradziadek zamieszkał w 1889 roku przy ulicy Piotra nr 6 parter na prawo?) Czasem koszty przeprowadzek były poważniejsze. W 1905 roku „na ulicy św. Marcina pewien woźnica jadąc wozem uderzył we wóz meblowy, strzaskał drzwi w nim tylne, a w środku wozu szafę i drobne przedmioty”. Wozy nie wytrzymywały ciężaru, załamywały się, a wówczas dobytek spadał na ulicę i się niszczył. Nagminne były kradzieże. Niestety, bywało i gorzej. W 1881 roku robotnik z Grobli spadł z wozu meblowego, który do tego „przeszedł mu przez brzuch i obie ręce. Nieszczęśliwego przewieziono do lazaretu miejskiego”. W Kargowej, w 1897 roku, z powodu przeprowadzki usunięto poręcze schodów, by zmieścić niesione meble. Niestety –niejaka Wolterówna, córka miejscowego żandarma, nie była dość ostrożna, straciła równowagę i spadła ze schodów do sieni, „z powodu czego odniosła tak ciężkie rany, że lekarze powątpiewają o utrzymaniu jej przy życiu” – jak informował poznański Orędownik. Bardzo tragiczna była również przeprowadzka świętomichalska w 1913 roku. Pomiędzy stacjami kolejowymi w Dopiewie i Dąbrówce z toru kolejowego do przeprowadzki chciał skorzystać pewien z niższych urzędników kolejowych. W tym celu na lorkę kolejową (mały wagon, a może w tym przypadku drezyna) zapakował meble, żonę i dziecko. Niestety – nagle nadjechał pociąg pospieszny. Żona nieszczęśnika zginęła na miejscu, a dziecko zostało bardzo poranione. Przeklinano czas przeprowadzek, narzekano na ponoszone koszty, podliczano straty i… szukano kolejnego lokum. Była to swoista gra pomiędzy właścicielami kamienic, podnoszącymi czynsz, a lokatorami, którzy chcieli nieco zagrać im na nosie. Nie da się jednak ukryć, że przeprowadzki były częstym i znaczącym wydarzeniem w życiu naszych przodków. Może nawet i swoistą rozrywką. O tym, jak wiele znaczyły te zmiany mieszkań dla ówczesnych mieszczuchów najdobitniej świadczą żarty, krótkie wierszyki i humoreski, liczne w ówczesnych czasopismach satyrycznych. To świadectwo czasu, który przeminął i pozytywne aspekty przeprowadzek. Opowiedziała o nich pewna gospodyni domowa z Wilna w Kurierze Litewskim w 1908 roku. Nie zdziwiłabym się, gdyby praktyczne Poznanianki zgodziły się też z tymi słowami: "Wiesz pan przecie, iż w Wilnie mieszkam już dość dawno i z tak liczną rodziną [...]Otóż zapewniam pana, iż w żadnem mieszkaniu nie przemieszkaliśmy dłużej niż 2 do 3 lat, choć miewaliśmy dobre i pod pod każdym względem dogodne. Lecz taki już mój system stały, na który mąż mój zgadza się w zupełności. Trzeba bo panu wiedzieć, że w każdym. domu, liczniejszym średnio zamożnym, w miarę, czasu i nieznacznie, nagromadza -się w domu mnóstwo rzeczy zgoła niepotrzebnych, stanowiących jeno arcy niepożądany balast w gospodarce domowej. Oto każda przeprowadzka jest jednocześnie okresem pozbycia się tego balastu; bądź to w drodze darowizny, bądź sprzedaży, bądź też nawet za pomocą bardzo zwykłego wyrzucenia na śmietnik. A dalej. Nawet przy najściślejszej przestrzeganym porządku domowymi skutkiem właśnie tego mnóstwa różnorodnych gratów i przedmiotów, nawet najlepsza gospodyni może stracić z oczu wiele z nich rzadziej używanych, a niemniej przeto cennych i koniecznych. I skutkiem tego ulegają one często zniszczeniu, zaniedbaniu, lub – zdarza się – giną. Przeprowadzka tedy: bywa lustracją generalną, która wyciąga na jawę wszelkie grzechy i zapomnienia i zniewala do kontroli, naprawy, dopełnień itp. czynności nieodzownych. Również skutkiem przyczyn powyższych wiele kątów, stale zapchanych gratami, staje się niedostępnych dla oka gospodyni, a natomiast powstają tam istne śmieciska z przyczyny niedbalstwa służby. Pajęczyny i kurz rozwielmożniają się wszędzie i zwolna zaczynają zagarniać coraz szersze przestrzenie; bywa nawet niekiedy w ciaśniejszych lokalach tak źle, iż przeciw temu niemasz już prawie lekarstwa. A w ślad za kurzem i pajęczyną przychodzi stęchlizna i w rezultacie otrzymuje się efekt owych siedzib odwiecznych, gdzie, przy wzorowej na pozór czystości i braku nawet ludzi, mogących wytwarzać nieporządek i brud, niesposób wytrzymać przez czas dłuższy, z przyczyny braku świeżego powietrza i stałego ogniska – zepsutego. I na to radzi najskuteczniej dobrze dokonana przeprowadzka. Lecz powtarzam: dobrze. A rozumiem przez to, iż wnoszę się zawsze na mieszkanie gruntownie odnowione i .oczyszczone i rzecz każdą, każdy mebel i sprzęt, przed ustawieniem w nowej siedzibie, otrzepuję, opylam, czyszczę, reparuję itp. "[pisownia oryginalna] Pełna bibliografia u autorki. Ilustracje z poznańskich czasopism (Dziennik Poznański, Kurjer Poznański, Wielkopolanin, Orędownik, Postęp). natomiast rysunki humorystyczne, wiersze i dowcipy z czasopism satyrycznych, głównie z pisma Kolce oraz kalendarzy. Dorzucam jeszcze kilka dowcipów, reklam i dykteryjek "przeprowadzkowych" Warto zauważyć, że nawet przy złożonej przez organizatorów wydarzenia deklaracji apolityczności, nie sposób dziś obchodzić tej okrągłej rocznicy, wyłączając zmysł polityczny. Rozbudza go obserwacja różnego typu przykładów nastawienia do otaczającego nas świata. Głośna ostatnio ogólnopolska akcja „Sto litrów na stulecie niepodległości” – choć nie bezpośrednio – jest dla mnie akcją polityczną. Integrując różne grupy społeczne i zawodowe w szczytnym celu, wskazuje na obywatelskie rozumienie patriotyzmu, stanowiąc alternatywę w stosunku do pompatycznej i martyrologicznej narracji prawicowych patriotów. ZAWROTNA KARIERA STOŁU Jagnie Domżalskiej chodzi o troskę o najbliższe otoczenie. Kuratorka twierdzi, że w sytuacji deprywacji wolności, z którą mamy właśnie do czynienia w efekcie naruszenia reguł demokratycznego państwa, często może pojawiać się poczucie ograniczonego wpływu na kształt naszej rzeczywistości. Jednak wcale nie oznacza to, jak zauważa, że możliwości działania znikają, o ile wiąże się z nimi teoria pola małego wpływu. Dowartościowuje ona działania mniej nagłośnione niż historyczne przelewanie krwi za ojczyznę i mniej bombastyczne niż stawianie pomników politykom, jak wspomniane już przeze mnie oddawanie krwi dla ocalenia życia drugiego człowieka. Motywem, wokół którego osnuta została narracja na temat wolności na wystawie stał się stół. Trzeba przyznać, że jeden z najważniejszych mebli w naszych domach – miejsce spożywania posiłków, pracy, symbol gościnności, spotkania, podtrzymywania międzyludzkich więzi czy politycznych negocjacji – robi ostatnio zawrotną karierę, tak w projektach artystycznych, jak i kuratorskich. W pierwszym przypadku warto wspomnieć chociażby niedawną akcję Anny Baumgart, „Sprawa kobieca. Łódź 2018”(premiera 8 września w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi). Nawiązując do ikonicznej dla sztuki feministycznej pracy Judy Chicago, „The Dinner Party”(1974–1979), artystka zaprosiła do stołu ważne dla naszego regionu postaci kobiece, kojarzone z aktywizmem i nurtem progresywnym w sztuce. Na przygotowanym przez nią stole znalazła się zastawa z jej obliczem, stanowiącym element przeróbki znanego plakatu El Lissitzky’ego, „Czerwonym kijem bij w białych”(1919). Praca żydowskiego artysty, jak zauważa Artur Kamczycki, jest symbolem wykorzystania języka plastyki do politycznej walki. Podobnie jak dzieło Chicago bazuje ona na formie trójkąta. Jak pisze przywołany przeze mnie autor: „Pracę tę interpretuje się często jako afirmację wydarzeń rewolucyjnych i zwycięstwa sił nowego porządku nad starym światem”. Można zatem założyć, że poprzez wpisanie jej w dyskurs feministyczny Baumgart chodziło o przearanżowanie patriarchalnych społecznych struktur, w których kobiety nadal pozostają nierównouprawnione. Zastanawia jednak wykorzystanie w tym celu własnego wizerunku w formie, która kojarzy się z powieleniem narracji mistrzowskiej, gdzie tak ważną rolę odkrywa figura wielkiego artysty. Po stół w swoich projektach kuratorskich, realizowanych w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, chętnie sięga również Zofia nierodzińska. W otwartej niedawno wystawie, „Dziewczyństwo & COVEN Berlin prezentują: BEDTIME”(7 września–7 października 2018), pełni on funkcję warsztatową w squattersko-burleskowej scenografii, która stała się charakterystyczna dla wystroju sypialni już-nie-dzieci i jeszcze-nie-kobiet. Nie jest on bynajmniej zwykłym elementem tej scenografii, lecz aktywnym nośnikiem onirycznych wydarzeń. Niczym grzbiet fantastycznej syreny unosi na swym blacie cenne przedmioty: wzory do tatuaży z henny, kampowe naklejki, akcesoria do wykonania origami czy makijażu na każdą kieszeń. Ich bałaganiarska obecność w galerii czyni ze stołu narzędzie inicjacji w sekretne rytuały niedoreprezentowanego okresu dziewczyństwa, którego anarchistyczny wymiar jest pomijany w porządku kultury konsumpcyjnej. Na wystawie w CK ZAMEK postanowiono z kolei połączyć zainteresowanie integrystycznym aspektem stołu z odejściem od elitarnego modelu wystawy sztuki współczesnej, w powszechnej świadomości często kojarzonej z mało zrozumiałymi pracami artystycznymi i jeszcze częściej z hermetycznym językiem mówienia o nich przez środowisko osób zawodowo zajmujących się sztuką. Do tego wątku można odnieść pamiętany z czasów dzieciństwa językowy łamanie – stół z powyłamywanymi nogami – obrazowo przedstawiający bariery w komunikacji. Za uniknięcie tego typu sytuacji, a więc udostępnienie treści wystawy szerszej publiczności, odpowiadał Popow, absolwent Uniwersytetu Artystycznego na kierunkach projektowania graficznego oraz intermediów. Artysta jest również członkiem kolektywu Ostrøv, działającego przy ul. Św. Marcin, gdzie od 2016 roku współprowadzi czytelnię-pracownię samopublikowanych książek artystycznych, fotograficznych oraz zinów. Warto odwiedzać to miejsce, ponieważ organizowane są tam ciekawe wydarzania, a książki artystyczne nadal stanowią w Polsce dość nieoczywistą formę sztuki. ARTYSTA TO NIE ŻADEN MOJŻESZ „Pokój na świecie zaczyna się przy wspólnym stole”, CK Zamek Popow pracował w dialogu z „białym sześcianem” – sterylną, modernistyczną konwencją ekspozycyjną, określającą charakter przestrzeni Sali Wystaw. Korzystając z oszczędnej estetyki postminimalistycznej, Popow sprawił, że ściany galerii nabrały „kubatury”. Pojawiły się na nich pięcioboczne wybrzuszenia o różnych wymiarach. Na ich licach umieszczono natomiast napisy „podprowadzające” pod znaczenia prac artystycznych, autorstwa zespołu Macieja Szymaniaka. Ten zabieg (wynikający z pierwotnego pomysłu skierowania wystawy do najmłodszych odbiorców) wydaje mi się mało przekonujący. Znając sympatię autora aranżacji wystawy do sztuki konceptualnej, nie uważam jednak, aby w takiej formie sprzyjała ona angażowaniu widzów w proces doświadczania prac. Z jednej strony autonomiczne „kubiki” wtopione w ściany trochę, niestety, przypominały mi okolicznościowe tablice, przed którymi należy stać nieruchomo, nie dotykać i brać podane na nich wskazówki tylko na drugiej strony, kto z nas nie ogląda filmów obcojęzycznych z napisami? Bardziej trafiony, z uwagi na przyjęte przez kuratorkę założenia, jest dla mnie pomysł przedstawienia artystów biorących udział w wystawie – Elżbiety Jabłońskiej, Kamila Kuskowskiego, Zbigniewa Libery, Daniela Rycharskiego oraz Jany Shostak – jako „bohaterów” serialu codzienności, a zatem everymanów. Doceniam trafność tego rozwiązania w kontekście potrzeby odczarowania figury artysty w społecznej świadomości, a także analiz kulturowych i ekonomicznych, w świetle których artysta to nie żaden Mojżesz, tylko zawód i to bardzo niestabilny. Jego realia sprawiają, że w większości przypadków trudno planować własną przyszłość, co znacząco wpływa na samopoczucie i postrzeganie wolności. „Pokój na świecie zaczyna się przy wspólnym stole”, CK Zamek, fot. Krystian Daszkowski O Jabłońskiej dowiadujemy się, na przykład, że „mieszka nad rzeką”, a przed „galeriami sztuki chętnie sadzi poziomki i mięte”. Kuskowski, choć profesor na Akademii Sztuk Pięknych, chętnie podpiera drzewa. Libera, pokazuje: „jak dorośli wychowują dzieci. Albo jakie ciała mają lalki, którymi się bawimy. Albo jak umiera starszy człowiek”. Rycharskiego poznajemy jako twórcę „wiejskiego street artu”, który „kiedy usłyszał o fantastycznych istotach zamieszkujących okoliczne lasy, dziewięć lat temu wymalował na domach malowidła”. Z kolei Shostak to artystka z Białorusi, która nazywa siebie „nowaczką”, „pokazując Polakom, że każdy kiedyś skądś przybył”. Na tym etapie na korzyść wystawy działa bezpretensjonalna rezygnacja z napuszonych konwenansów. A MOŻE TAK WIĘCEJ WOLNOŚCI OD REPREZENTACJI? Podejmując aktualny temat, wystawa jest klasyczna w tym sensie, że opiera się na reprezentacji. Muzea i galerie przyzwyczaiły nas do niej, ponieważ to na niej – a co za tym idzie, na znajomości specyficznych kodów – instytucje te opierają swój status w społeczeństwie. Nacisk położony na artystyczne zapośredniczenie rzeczywistości dał się ponadto odczytać z tradycyjnych już dla sztuki współczesnej form: instalacji, obiektów, pracy wideo czy fotografii. Konwencjonalny pozostaje również sposób odbioru wystawy, która zaprasza do narracyjnego obchodu Sali Wystaw. Ponieważ negocjacje społecznych relacji wolności stanowią dziś jeden z najmniej poukładanych obszarów debaty publicznej, trochę zabrakło mi elementu zaburzania linearnego modelu recepcji – jakiegoś bodźca wyzwalającego z automatyzmu obecności, sprawiającego, że sami widzowie łatwo mogą zamienić się w przedstawienie siebie. Katarzyna Wąsowska, Grigory Popov i Wiktor Wolski prezentują Ostrøv, CK Zamek, fot. Maciej Kaczyński Takie wrażenie pojawiło się w przypadku ekspozycji instalacji Jabłońskiej, „Równowaga” (2018). Artystka wykonała bardzo pożyteczną pracę, gdyż budżet przeznaczony na realizację dzieła wystawowego przekazałana sfinansowanie huśtawki dla dzieci z bydgoskiego Przedmieścia, spauperyzowanej dzielnicy Torunia. Realizując w praktyce teorię pola małego wpływu, w zamian otrzymała niesamowitą, lecz prawdopodobnie nie do końca bezpieczną w użyciu huśtawkę, własnoręcznie zbudowaną przez rodziców z rur i węży ogrodowych. W galerii nastąpiła jednak przemiana statusu huśtawki. Stała się ona ready made, nieruchomo podwieszonym pod sufitem, z siedziskiem wiszącym ponad układanką wykonaną z drewnianych klocków, w powstaniu której udział miał również syn artystki. Zaangażowanie własnych rodzinnych relacji w powstanie krzyżówki bazującej na synonimie słowa „pokój” – to z pewnością dobra praktyka. Pozostaje jednak pytanie, czy jednorazowa transakcja, w efekcie której nastąpiło „umuzealnienie” przedmiotu pozbawionego swej pierwotnej funkcji – zabawy – to wystarczający społeczny gest. Czy, innymi słowy, estetyzacja, nie izoluje przypadkiem sztuki relacyjnej od jej celu, jakim jest tworzenie więzi? Praca Kuskowskiego „przy/za/nad/pod” (2018) to instalacja dedykowana pamięci Leszka Knaflewskiego, poznańskiego artysty zmarłego w 2014 roku (jego pamięć uhonorował również ogólnopolski konkurs dla młodych artystów, „Daj głos” w poznańskim Arsenale). Do jej powstania przyczynili się tacy artyści i artystki, jak: Aleksandra Ska, Marek Wasilewski, Agata Michowska, Małgorzata Szymankiewicz czy Andrzej Wasilewski. Podarowane przez nich na wystawę i połączone ze sobą stoły to również indywidualne historie, jednak jeśli nie uczestniczyło się w oprowadzaniu kuratorskim, trudno je „wysłyszeć” z samego zamysłu wyobrażenia wspólnotowości. Można wyobrazić sobie, jak trudne do osiągnięcia może być porozumienie między artystami, których ego bywa duże – jak, nie przymierzając, kosmiczne jajo – i zastanawiać się, jak to jest z twórczymi parami, gdzie na drodze partnerskich relacji niejednokrotnie staje palma pierwszeństwa, z której ciężko zrezygnować! A teraz ja! Teraz moje będzie na wierzchu! Czy o tym jest stół glamour, „Knafska”, jedyna wspólna praca znanej w poznańskim środowisku pary, którą Aleksandra Ska pokryła brokatem? Pewnie tak, choć nieco szkoda, że zmienił swój status z roboczego blatu w obraz artystyczny. Wyłamano mu zatem nogi i stał się formą petryfikującą, a więc przyćmiewającą tego typu żywe spekulacje. Jana Shostak reprezentację potraktowała bardzo serio. Na wystawie pokazała fragment powstającego filmu „Miss polonii”, w którym wciela się w rolę kandydatki próbującej swych sił w różnych konkursach miss. W tej próbie „ucieczki od świata sztuki” (słowa artystki) towarzyszy jej Jakub Jasiukiewicz, kierownik Katedry Intermediów na UAP, o którym mówi ona per „współreżyser i impresario”. Fragment dotyczy przepracowania sytuacji porażki przy stole, w gronie najbliższej rodziny, gdzie granice między wsparciem i oczekiwaniami nie tylko okazują się delikatne, ale dodatkowo nakładają się na nie kulturowe uwarunkowania związane z pochodzeniem Shostak. Tata robi koronę na pocieszenie, mama powołuje się na autorytet profesora Bałki, twierdzącego, że z każdej sytuacji trzeba umieć coś wyciągnąć. Nie wiem, w jakim kierunku zmierza ten projekt, natomiast dla mnie jego odsłona w Zamku bez wątpienia odnosi się do zniewalającej konstrukcji naszej kultury, z której trudno wyrotować wyobrażenie kobiety czyniącej atut ze swej urody po to, aby przetrwać. Osiągnięcie tego celu wymaga wpisania się w oczekiwania patriarchalnego heteronormatywu, chętnie korzystającego ze swej uprzywilejowanej pozycji poprzez upokarzającą formę konkursu. Jeśli wspólnie z Jasiukiewiczem Shostak chce pokazać, jak bardzo świat sztuki może wywoływać reakcje ucieczkowe – ponieważ mechanizmy awansów zawodowych kobiet są w nim opóźnione, niesprawne i bardzo często uwarunkowane seksistowsko – to dobrze. Czy po to ucieka w realia konkursów miss, aby kawa na ławę pokazać nadużycia? O czym będzie ta praca, jeśli jednak duet kierownika Katedry Intermediów na uczelni artystycznej i doktorantki nie odniesie się do konkursu miss, jaki odbywa się na akademiach sztuki nieustannie od momentu ich powstania, kiedy kobiety zaczynały pracę jako modelki? Byłabym spokojna, wiedząc, że Shostak przejmuje kontrolę nad projektem i wnosi w niego ducha feminizmu, pozwalającego zidentyfikować takie stabuizowane obszary funkcjonowania uczelni artystycznych, jak np.: ocenianie wyglądu kandydatek na studia, traktowanie sztuki studentek przez profesorów niepoważnie (bo przecież ich przeznaczenie i tak nie stanie się sztuką) czy przedmiotowe traktowanie ich podczas egzaminów. Chciałabym się dowiedzieć od artystki, że wsparcie kandydatur doktor w konkursach na stanowiska na uczelnie podyktowane bywa hipokryzją, zobaczyć, że jej „porażka” jest mocnym argumentem, który odsłania stan faktyczny, związany z lękiem strażników (i strażniczek!) patriarchatu o to, że dana kobieta może zagrażać zastanemu status quo. ENKLAWY WOLNOŚCI To jak to jest z tą wolnością dziś? Może tak, jak sugeruje zamykający wystawę reportaż wizualny Libery pt. „Prywatna wolność. Respondenci ze stacji Wolimierz i okolic” (2018)? Są to kolorowe fotografie ukazujące środowiska artystów i dzisiejszych hipisów biorących udział w wydarzeniach kulturalnych zorganizowanych w miejscu dawnej stacji kolejowej pod czeską granicą. Poświęcając swą prace środowiskowym enklawom, artysta widzi uzdrawiający potencjał w powrocie do, tak dziś zagrożonej naszą obecnością, natury. Na jej tle, jak sam twierdzi, stawia pytanie o to, na ile „prawdziwa wolność” to mit, na ile realna utopia. Wierzę, że ta druga opcja możliwa jest do zrealizowania wspólnym wysiłkiem troski o nasze najbliższe otoczenie i odbudowę społecznych więzi. Temu długiemu procesowi na pewno sprzyjać będzie osłabienie znaczenia nieproduktywnych obrazów nas samych, a zatem takich, w które wpisana jest teatralność zachowań. Przyznam, że patrząc na fotografie Libery, w wyobraźni usłyszałam legendarną piosenkę wędrowców, którą bardzo lubię – „Zaproście mnie do stołu” Elżbiety Wojnowskiej. Wokalistka śpiewa o rozpychaniu się przy stole różnych pseudoważnych postaci, które rozprawiają o pozornie istotnych sprawach, grzęznąc coraz bardziej w mieliznach nieporozumienia. Wystawa „Pokój na świecie zaczyna się przy rodzinnym stole”, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wystaw (godz. 12–20). Terminy: 8 września– 7 października 2018. Kuratorka: Jagna Domżalska. Kurator programu edukacyjnego: Maciej Szymaniak. Oprawa graficzna i aranżacja: Grigory Popov. Artyści: Elżbieta Jabłońska, Kamil Kuskowski, Zbigniew Libera, Daniel Rycharski i Jana Shostak CZYTAJ TAKŻE: Ludzie zamiast bóstw: Płonąca Mumia i Otwarta Starołęka CZYTAJ TAKŻE: Nocne motyle bez wieści na wystawie „Lochy Arsenału” CZYTAJ TAKŻE: Nie interesuje mnie narracja mistrzowska, lecz ludzka. Rozmowa z Mithu Sen Ciekawe Ciekawe 0 Świetne Świetne 0 Smutne Smutne 0 Komiczne Komiczne 0 Oburzające Oburzające 0 Dziwne Dziwne 0 Ziemi puls Senne wiatru granie W chmurach zaplątany Przerażony ptak Liszka bieży drogą Coś się zaraz stanie Cień pod nogi moje padł Kropla światła w mroka... Wspólny jest nasz świat Ja i ty - jeden mamy świat Ja i ty - jedno niebo Jedna droga i jeden most Jedna jest nad nami noc Oddaj mi, połowę oddaj świata Nieba pół, radoś... Widziałem go Widziałem go, Był wielki jak posąg. Niedbale leżał na gorącym piasku. I wydawało mi się, że tylko dla niego Wiatr w gałęziach śpiewał I jego było... Zgubiłem swoją duszę Zgubiłem własną duszę Straciłem własny cień A czas siwizną prószy Jak fałszowany śnieg Zdradziłem przyjaciela Sprzedałem własny głos I nie wiem, jak... Wyspa umarłych okrętów Łooo! Łoooł! Łoooł! Bez żagli, bez świateł Płynie samotny statek W ciemności, bez steru Płynie do wyspy umarłych okrętów Jak stary pies, co poc... Zostało mi po tobie Zostało mi po tobie Już tylko jedno zdjęcie Po tobie więcej nie mam nic I w sercu puste miejsce Po tobie więcej nie mam nic I w sercu puste miejsce W... Pieśń zegarów Słuchaj, jak biją zegary To dzień, to noc, to dzień Prawda jest czasem piasku ziarnem Starość młodości to cień Słuchaj, jak fala o falę Jak dzień, ja... Nieznany ląd Niebo odpływa żaglem białym jak śnieg Morze mnie woła nocą ślepą jak kret Lecz błąkam się nie na próżno Bo już blisko jest brzeg Ląd, gdzie nie był n... Wyspa ślepych ptaków Powiedz mi, czy daleko stąd Do tej wyspy, którą Prawdą zwą? Nie wiem, czy stromy jest jej brzeg Czasem widzę jej ... (?) Widzę, jak budzi się ze snu... Opowieść o nieodkrytej wyspie Posłuchaj historii dziwnej jak sen Słyszałam, jak opowiadał ją starzec ludziom Co przyszli na brzeg... Tam gdzie ziemia zasypia w księżycowym świetle... Ringo Ringo, Ringo (x3) Pies na imię Ringo ma Pies na imię Ringo ma Bardzo dziwny z niego pies Długie uszy ma mój pies Zawsze by na spacer szedł - Ale nie... Nie żegnaj mnie Twoje oczy żegnają mnie Jaką smutną masz dziś twarz Twoje ręce też żegnają mnie Jakie ciepłe dłonie masz Ja będę z tobą także i tam Nie chcę odchodzi... Niedziela będzie dla nas W poniedziałek, w poniedziałek ja nie mogę Bo pomagam mamie A we wtorek. a we wtorek i w środę Ty masz w domu pranie No a w czwartek, no a w czwartek... Nie pukaj do moich drzwi Mówiłeś zawsze, że mnie kochasz, mówiłeś zawsze, że kochasz mnie, że innej nigdy nie pokochasz, że nie pokochasz innej, nie. Powiedz mi zatem, czy to... Song przeciwieństw (Naga, naga) - Dam tobie snów zieloną kiść Dam tobie z łez jedwabny liść - Zawiążę tobie ręce Rozstrzelam twoje serce - Uniosę cię do gwiazd - Bym na... O ile nie pamiętacie - posłuchajcie Czy pamiętacie rok 1939? O ile nie pamiętacie - posłuchajcie Pamiętam dni Nad ziemią dymy się wznosiły Puste wioski, opuszczone miasta Biednych ludzi... Piosenka w kolorach Piosenka, której nie ma Szara jest jak świt Nic nie ma, ledwie temat Rym jakiś, jakiś rym Nieśmiała, nieforemna Szara tak jak nocy brzeg Gdy świt z pt... Ogród pełen róż Idą ludzie swoją drogą Dokąd? Tego nie wie nikt Każdy idzie w świat z nadzieją Każdy wierzy w swoje sny Nie budźcie ich Dobrzy ludzie zapomnieli Że... Ślepcy Idą w ciemności, zawsze sami Jednakowo uśmiechnięci Oglądają ludzi rękami W innym świecie jakby zaklęci Czasem martwa cisza przed nimi Rozpościera sw... Niebieskie dżinsy Niebieskie dżinsy pragnę mieć W niebieskich dżinsach chodzić chcę Niebieskie dżinsy kupcie mi W niebieskich dżinsach dobrze mi Szedłbym sobie ulicami... Niewinny złodziej Kiedy się nauczę, sny otwierać kluczem, Wejdę do twojego snu, Z kluczem jak z gałązką bzu. Nocą po kryjomu, do cudzego domu, Może wreszcie zgadni... Płynie Wisła Płynie Wisła, płynie Po polskiej krainie, (bis) Zobaczyła Kraków, pewnie go nie minie. (bis) Zobaczyła Kraków, Wnet go pokochała, (bis) A w dowód mił... Pod naszym niebem W promieniach słońca, w świetle gwiazd Na mapie nieba krąży gdzieś Wśród innych jasnych planet wielu Naszej Ziemi cień Nie znajdziesz takiej, łooo...... Podobni do mew Z wiatrem północnym płyniemy Biała fala skryła już Hel Chodzi słońce po morzu, po ziemi Promieniem wskazuje nam cel Chodzi słońce po morzu, po ziemi P... Pożar w Kwaśniewicach 1. W Kwaśniewicach stanął w ogniu dom W Kwaśniewicach stanął w ogniu dom Jedzie, jedzie straż ogniowa, trąbka gra Sam komendant dziś prowadzi wóz..... Przeprośmy walca To brzmi jak żart Jak banalny Żart Kto dziś chce tańczyć walca? Chyba, że ktoś, kto ma sto lat Przypomni sobie go Dziś stary walc, niemodny walc Budz... O nagiej prawdzie słuchaj pieśni Kiedyś w swej podróży przez czas Spotkałem dziewczynę o białych oczach Była całkiem naga i niewinna Nie wiedziałem jak do niej bliżyć się Naana naga,... Stary las Oni mieli po dwadzieścia lat, tak jak ty I już zawsze będą mieli tylko po dwadzieścia lat Krzyk tamtych dni słyszał las Cały wiek już stoi tu I słysz... Ty i ja i noc Ty i ja i noc Nad nami milion gwiazd Rozjaśnił znów twoją twarz pochodni blask Ty i ja i noc Twój głos przebija mrok Tak blisko gdzieś, blisko stąd o... Smutny list Dzisiaj otrzymałem Twój list, list z daleka Piszesz, żeby na Ciebie już, już nie czekać Bo Ty już kogoś, kogoś tam innego masz Że o mnie myślisz, ale... Przyszedł do mnie blues Przyszedł do mnie wczoraj w nocy Przez zamknięte okno wkroczył Przyszedł do mnie wczoraj w nocy blues Miał twoje czarne oczy i lniane miał warkocze Le... Powiedzcie jej Powiedzcie jej, że ja ją kocham Powiedzcie, żeby wróciła tu Że szukam jej w promieniach słońca Że szukam jej w zapachu bzu W kolorach tęczy, w bł... Skończyły się wakacje Skończyły się wakacje, opadły liście z drzew, opustoszały plaże i ucichł ptaków śpiew. Wspominać będziesz lato, wakacji dni, wspomnienia przemijają j... Tańcz wolna wyspo Tańcz, wolna wyspo Nasza wyspo zielona Niechaj cię obejmą Słońca złote ramiona Niech morski słony wiatr Zaniesie wszędzie naszą pieśń O szczęściu, o... Wczesny zmierzch nad Sanokiem Wczesny zmierzch nad Sanokiem Domów wydłuża już cień Wczesny zmierzch nad Sanokiem Znów żegna lata jeszcze jeden dzień Skąd twój głos mnie dobiega? W... On i słońce Przez świat szedł od lat zwykły on Przez świat razem z nim słońce szło Co dzień budził ich ten sam świt Co dzień drogą w dal razem szli Drogą w dal -... Idzie dysc Idzie dysc, idzie dysc Idzie sikawica Idzie dysc, idzie dysc Idzie sikawica [2x:] Uleje, usiece Uleje, usiece Uleje, usiece Janickowe lica Nie lij,... Dobrzy ludzie Dobrzy ludzie mają serca Dobrzy ludzie mają sny Śnią o jasnej wyspie szczęścia Jakże wiele jest tych wysp Jeden pasie na nich owce Drugi głaszcze zło... Bądź ty mi dziewczyną /Bądź ty mi dziewczyną Jakiej mi potrzeba/ x2 /A słońce ci zatrzymam/ x2 Wrócę deszcz do nieba /Bądź ty mi dziewczyną Jaką chce odnaleźć/ x2 A noc... Adagio Cantabile Był dzień i była noc Był świt i znowu zmrok Była jesień za oknem i wiatr Powiedz wietrze kto mi ją skradł I dlaczego już już jej nie ma tu I dlacze... Chłopcy do wojska Chłopcy, piękna noc Ale, chłopcy Czas nam iść stąd Daleko stąd Czekają na nas Czekają na nas tam Chłopcy, czas nam stąd Już na dworcu Pociąg m-m... J... Czekałam na ciebie tysiąc lat Czekałam na ciebie tysiąc lat Byłam twą piastunką, pasterką twoich trzód Byłam twoją matką i pierwszą dziewczyną Obiecałeś dać mi rzekę, która mnie p... Czeremcha Czeremcha biała w białych kwiatach stoi pośród wód i każdym listkiem słońcu szepce: „Mnie potrzebny chłód. Pieść kwiaty moje lecz poranny zostaw liś... Chciałeś wszystko zmienić Byłam niegdyś zakochana Dawniej - dziś nie, już nie Już minął rok, a może dwa - kto wie? Ty musiałeś wszystko zmienić Bo ty jak cień co dzień Mó... Narodził się nam nowy Bóg Narodził się nam nowy Bóg On ma plantację, plantację głów Narodził się nam nowy Pan On może kupić nas, sprzedać nas Bo on ma złoty piach Bo on ma złot... Na pagórkach ciszy Na pagórkach ciszy Słońce rozpala horyzont Cienie ludzkich myśli Jak wytrwałe wielbłądy Płyną skrajem nieba Na pagórkach marzeń Słońce umiera p... Kalendarz o tym wie Jak szybko mija czas Kalendarz o tym wie Z lat szkolnych każdy z was Pamięta najpiękniejsze dni Gdy z tornistrem na plecach Biegłeś rano do szkoły Chł... Hej, Tam w Dolinie Hej, tam w dolinie, hej, tam przy młynie, Kandy we wodzie słonko się skrzy. Tam przy strumieniu, tam na kamieniu, Dziołcha synka czekała. Mój tu syne... Labiryntu mrok Labiryntu mrok objął nas I nie ma wyjścia bo co kro Wciąż wyrasta mur Biała ściana samotności Już nie widzę rąk palców stóp Ani twarzy twojej B... Ach Ach, gdybyś ty ją znał Ach, jaka ona jest Ach, gdybyś ty ją znał Ach, ale ty nie znasz jej, ojej Mógłbym opowiadać, aha O mojej dziewczynie O zielony... Naga Kiedyś w swej podróży przez czas Spotkałem dziewczynę o białych oczach Była całkiem naga i niewinna Nie wiedziałem, jak do niej zbliżyć się (Naga! Na... Czy będziesz sama dziś wieczorem Czy będziesz sama dziś wieczorem, czy będziesz sama, czy nie? Bo jeśli tak, to przyjdę, a jeśli nie, to nie. A jeśli w domu będziesz sama, odpowiedz... Hej, idzie chłopiec młody (Hej, bystra woda, bystra wodziczka...) (Chłopcy, jak tam dalej słowa idą?) Hej, idzie chłopak młody Hej, chłopak jak się patrzy Co która dziewczyna... Komunikat A mówił, że wychodzi tylko na chwileczkę Za róg, po zapałki - i dotychczas nie wrócił (Tadzio M.) Tak, Tadzio M. (Tadzio M.) Widzieliście go? Nie? Jak... Mój przyjaciel cień Każdy z was już może miał Przyjaciół dobrych ze stu A ja mam wiernego od lat Przyjaciela i druha Tam gdzie on (tam gdzie on) - Tam i ja (tam i ja) Za... Hej, wracajcie chłopcy na wieś Dzisiaj na wsi mało chłopów Chłopcy wolą duże miasta Chłopacy nie chcą na wsi zostać Chociaż w miastach tłok i ciasno /Wracajcie chłopacy na wieś, he... Głeboka Studzienka Głęboka studzienka, głęboko kopana, A przy niej Kasieńka jak wymalowana. Przy studzience stała, wodę nabierała, O swoim Jasieńku, kochanym myślała... Lot na Wenus Sztuczne kwiaty pachną woskiem Zimą i na wiosnę Choć słońce zakrywa plusz Na makatce wyszywany Czeka ułan malowany Choć dziewczyna nie przyjdzie już... Nie ma szans Nie ma już żadnych szans Prawdzie tej spójrzmy w oczy Świt i zmierzch, każdy nowy dzień Mówią, że trzeba poddać się Nie ma szans, przez sto dróg Zdar... Musisz się zakochać Musisz się zakochać, musisz się zakochać Kiedy mnie spotykasz, patrzysz obojętnie Jak na wodę w rzece, w kominie dym Witasz się niedbale, żegnasz ze... Może spotkasz mnie Byłem wtedy bez szans i bez sił Byłem smutny i dzień smutny był Tamtych dni i tamtych lat Został tylko ślad, jeden ślad, więcej nic Zapomniałem, ż... Mamo, nasza mamo Mamo, nasza mamo! Mamo, mamo, mamo, mamo, mamo, mamo, mamo, mamo. Mamo, nasza mamo, nasza droga mamo, nie bądź na nas taka zła, że nasze dziewczyny,... Nad potokiem baby piorą Nad potokiem baby piorą Nad potokiem, kijankami Piorą chłopa, ale zdrowo Bo się puszczał z dziewczynkami Ale czemu mnie bijeta? Przecie po to jest ko... Ja już od tygodnia o tym wiem Ja już od tygodnia o tym wiem Że poznam go w zwykły dzień Widziałam go wczoraj trzeci raz I nie patrzyłam Z mamą wtedy byłam Zakochana jestem w nim I... Mamy dla was kwiaty Mówią: "Długie włosy, krótki rozum" Mówią, że nie mamy ideałów Że myślimy wciąż o sobie Dziś więc coś miłego dla was mamy Mamy dla was kwiaty Ma... Let It Be (Mogło być inaczej) Mogło przecież być inaczej Każdy mógł swą drogą iść Nigdy się nie spotkać tak jak dziś I gdy znów powrócę z dala Mając dosyć rozstań chwil Nigdy się n...

stół z powyłamywanymi nogami tekst