Wisła II Kraków. ul. Władysława Reymonta 20, 30-059 Kraków. Wisła II Kraków – druga drużyna (zespół rezerw) Wisły Kraków. Kilkakrotnie tworzona i zamykana. Rozegrała jedenaście sezonów na trzecim poziomie rozgrywek ligowych w Polsce [4]. W 2023 roku ponownie reaktywowana, od sezonu 2023/2024 występująca w IV lidze [5] .
Zabrzmiał hymn Wisły Kraków, kibice odpalili race [ZDJĘCIA] 2023-01-05 17:24 aktualizacja: 2023-01-05, 21:44. Udostępnij przez Facebook; Twitter; Kopiuj link;
Hymn Wisły Kraków. Hymn Pogoni Szczecin. Piosenka o Zagłębiu Lubin. Nieoficjalny Hymn kibiców Arki Gdynia. KZB - Zawisza Nigdy Nie Zginie (piosenka o Zawiszy Bydgoszcz) Hymn Cracovii.
Zaznacz rzeki - niebieską kredką bieg Wisły, a fioletową Odry. Przesuń nazwy w odpowiednie miejsca na fizycznej mapie Polski. Sprawdź, czy dobrze wykonałeś zadania - kliknij: Polecenie: Tatry. Warszawa. Pojezierze Mazurskie. Morze Bałtyckie. Kraków. Gdańsk. Kliknij w rybkę, a później w ptaka. Legenda o powstaniu warszawy - "Wars i
SUBSKRYBUJ KANAŁ I BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWOŚCIAMI ! 1 Liga: Wisła Kraków 2-3 Puszcza Niepołomice , 02.09.2022🔸Facebook https://www.facebook.com/StylKibic
lirik lagu tangan tuhan tak kurang panjang. Ranking 2x45: Kraków stolicą polskich hymnów Każdy kibic w Polsce chciałby zaśpiewać przed meczem swojego klubu hymn, który jakością dorównałby słynnemu „You’ll never walk alone” Garry’ego Marsdena. Sprawdziliśmy jak na tym polu wypadają zespoły z Ekstraklasy. Na samym początku chcemy zaznaczyć, każdy hymn rozpatrywaliśmy pod kątem pięciu kategorii: muzyka, tekst, historia, wpadalność w ucho i wykonanie. W przypadku pierwszej ważne było, czy melodia jest ciekawa i przede wszystkim, czy została specjalnie utworzona do tego hymnu. Stąd wyżej premiowaliśmy pieśni Cracovii czy ŁKS-u niż przykładowo piosenki „Sen o Warszawie” (Legia Warszawa) lub utwór Marka Grechuty (Korona Kielce). Dalej podobnie jest z tekstem, wyżej ceniliśmy te oryginalne i specjalnie napisane pod kątem klubowego hymnu. Jeżeli chodzi o historię, przewagę miały te utwory, które jeszcze w poprzednim wieku były uznawane za oficjalną pieśń danego zespołu. W przypadku kolejnej kategorii, to naturalnie braliśmy pod uwagę te piosenki, które łatwo wpadają w ucho i dobrze je się śpiewa, a w przypadku wykonania szukaliśmy przykładów śpiewu poszczególnego hymnu (z dostępnych w internecie źródeł).5. „Rota” – Arka GdyniaTutaj mieliśmy chyba największy problem. Po pierwsze chwilę ustalaliśmy od kiedy „Rota” jest oficjalnym hymnem klubu, bo wcześniej był to przecież „Chodź pomaluj mój świat”. Druga kwestia to muzyka, która została użyta, bo jest ona bowiem identyczna jak utwór „Nas Stav”, który służy za hymn BH Fanaticos – największej grupy kibiców wspierającej bośniackie drużyny sportowe i pieśni śpiewanej przez kibiców River Plate. Zresztą dla porównania wrzucamy tutaj trzy utwory. Niemniej jednak jeśli chodzi o tekst, to w bardzo podniosły sposób nawołuje on do kibicowania klubowi, jest w nim również odniesienie do historii Arki. Dodatkowo jednostajnym rytm bardzo szybko wpada w ucho i ułatwia śpiewanie. 4. „Jak długo na Wawelu” – Wisła KrakówPoczątkowo jeden z faworytów do triumfu. Po pierwsze ze względu na piękną długoletnią historię hymnu, który uznawany jest za jeden z najstarszych o ile nie najstarszy utwór piłkarski w Polsce. Według różnych źródeł „Jak długo na Wawelu” śpiewane już było przy okazji meczów Wisły Kraków jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej! Do tego dochodzi tekst, który traktuje nie tylko o samym klubie, ale ogólnie o Krakowie i Polsce. Zachęcamy również do odsłuchania utworu w wykonaniu wypełnionego stadionu przy ul. Reymonta, naprawdę czysta wszystko byłoby pięknie, ładnie, gdyby nie ta melodia. Została ona oparta na patriotycznej pieśni „Jak długo w sercu naszym”, chętnie śpiewanej przez Polaków w okresie międzywojennym. Co istotne, linia melodyczna jest identyczna, więc bez problemu zaśpiewacie sobie obydwa teksty. Co więcej słowa hymnu również zostały pozmieniane, tak że w „Jak długo na Wawelu” są elementy z tej patriotycznej piosenki. Z tych względów najważniejsza pieśń kibica Wisły Kraków jest na czwartym miejscu, ale cieszy nas, że znalazł się w tym zestawieniu tak stary i piękny „Na zawsze” – Zagłębie LubinZdajemy sobie sprawę, że ten wybór również może zaskoczyć, ale tutaj mamy przykład podobnego kibicowskiego klimatu jak w przypadku „Roty” Arki, wszystko jest jednak ubrane w bardzo ciekawą rockową muzykę i autorski tekst. Jeśli mielibyśmy go streścić, to jest to wyznanie fana „Miedziowych” o miłości do swojego klubu. Najważniejsze cechy to nie tylko oryginalność, ale całość, bo przy tym utworze można nawet potańczyć. O samym śpiewaniu już nie wspominając, bo to oczywiste. 2. „Rodowici” – ŁKS ŁódźNa pewno spore zaskoczenie. Trzeba jednak zauważyć, że hymn ŁKS-u jest dosyć świeżą produkcją, bo stworzoną w 2019 roku, a więc spośród pięciu wytypowanych w tym rankingu jest to najnowsza produkcja. Czas powstawania na pewno wpłynął na sam tekst pieśni, która podobnie jak w przypadku Cracovii nie jest typowym nawoływaniem do kibicowania, ale traktuje o historii łódzkiego klubu. Moment stworzenia hymnu na pewno pomógł również twórcom z zespołu „The Bootels”, którzy mogli dopasować linią melodyczną tak, aby była doskonała zarówno do śpiewania na stadionie (czego dowodem jest każda transmisja z meczów ŁKS-u, podczas których mimo małej liczby fanów utwór jest doskonale wykonywany) jak i słuchania. Nie wiemy, czy nie wpłynął na to charakter zespołu, którego wokalista przypomina nam lidera grupy „Skaldowie”, ale „Rodowici” zostają w głowie. I o to chodzi!1. "Hymn Cracovii" – CracoviaZdecydowanie najlepszy i najładniejszy hymn z całego zestawienia, a być może nawet w całej Polsce. Przede wszystkim jest to utwór specjalnie skomponowany dla Cracovii przez Macieja Maleńczuka i w sumie jeśli ktoś przesłuchał wspomniany w tytule „You’ll never walk alone” to jest tu dużo podobieństw w pomyśle na tekst. Chodzi nam o to, że słowa traktują o Krakowie, o tym jak Cracovia jest silnie związana ze swoim miastem, a dodatkowo podczas śpiewania (słuchania) można poznać skróconą historię klubu. Jest to zatem nie tylko pieśń nawołująca do wspierania klubu, ale ogólnie utwór o nim samym, co dodatkowo podnosi jego pewno w przypadku odbioru ułatwione zadanie mają krakowianie, ale uważny kibic piłkarski bez trudu wychwyci ironię skierowaną do klubu z drugiej strony Błoń. Dodatkowo tekst jest podniosły, ale po kilkukrotnym przesłuchaniu z łatwością zapamiętuje się zwrotki i refren, a całość szybko wpada w ucho i bardzo dobrze śpiewa. Co zresztą można sprawdzić w internecie, bo są dostępne wykonania fanów „Pasów”.
#1 Napisany 12 październik 2009 - 11:29 Siema! Potrzebny mi hymn wisły Kraków. Znam go tylko wyrywkowo, a wybieram sie na mecz. Chce jak przystalo na porzadnego kibica spiewac cala para Bede bardzo wdzieczny za tekst i obiecuje nie dac plamy na trybunach! :) 0 Wróć do góry Doradca KFD Doradca KFD KFD pro Siemka, sprawdź ofertę specjalną: Poniżej kilka linków do tematów podobnych do Twojego: #2 Napisany 12 październik 2009 - 14:39 Skoro obiecujesz nie dac plamy i wykuc hymn na pamiec to Ci pomoge Tu masz cały tekscik: Jak długo Jak długo w sercach naszych Choć kropla polskiej krwi, Jak długo w sercach naszych Ojczysta miłość tkwi, Stać będzie kraj nasz cały, Stać będzie Piastów gród, Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży polski lud. Jak długo na Wawelu Zygmunta bije dzwon, Tak długo nasza Wisła Do Gdańska płynie wciąż Zwycięży Orzeł Biały Zwycięży polski lud, Wiwat niech żyje Kraków Nasz podwawelski gród! Jak długo na Wawelu Zygmunta bije dzwon, Tak długo w sercach naszych Brzmi jego dźwięczny ton Stać będzie kraj nasz cały, Stać będzie Piastów gród, Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży polski lud. Jak długo na Wawelu Brzmi zygmuntowski dzwon, Jak długo z gór karpackich Rozbrzmiewa polski ton Stać będzie kraj nasz cały, Stać będzie Piastów gród, Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży polski lud. Jak długo Wisła wody Na Bałtyk będzie słać, Jak długo polskie grody Nad Wisłą będą stać, Stać będzie kraj nasz cały, Stać będzie Piastów gród, Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży polski lud. 0, wznieś się Orle Biały 0, Boże spraw ten cud: Zwycięstwo polskiej sławy Ogląda polski lud Stać będzie kraj nasz cały, Stać będzie Piastów gród, Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży polski lud. Jak długo nasza wiara Rozgrzewa polską krew Tak długo Polska cała, Bo Polak to jak lew Stać będzie kraj nasz cały, Stać będzie Piastów gród, Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży polski lud. 0 Wróć do góry
„Na początku była woda”, a teraz jest hit Internetu. Hymn Krakowskich Wodociągów odśpiewany podczas obchodów 120-lecia przedsiębiorstwa, od kilku dni bije rekordy popularności w sieci. Doczekał się on już wielu przeróbek i memów. Swoje „trzy grosze” postanowiła dorzucić również wywodzącą się z Krakowa firma InPost. Piosenka została wykonana podczas mszy świętej odprawianej w ramach uroczystości 120-lecia Krakowskich Wodociągów. Ze względu na obostrzenia epidemiologiczne uroczystość była transmitowana on-line. Utwór wzbudził ciekawość wielu internautów i szybko przekształcił się w viral podbijając sieć. Nie brakuje również memów i przeróbek opierających się na głównym motywie utworu. Marketingowy sukces dostrzegają również w wodociągach, choć przekonują, że utwór nie powstał specjalnie na tę okazję. Internauci sami jednak okrzyknęli go Hymnem Krakowskich Wodociągów pt. „Czułe H2O”. Na rosnącej popularności utworu postanowił skorzystać również InPost, który w nowej kampanii nawiązuje do słów zawartych w „hymnie”. Słowa „Na początku była woda, czułe H2O” sparodiowano na „Na początku były paczki. Czuły foliopak…”. Posunięcie okazało się strzałem w dziesiątkę, bo internauci docenili kreatywność InPostu. Niewykluczone, że sukces marketingowy zostanie wykorzystany również przez same wodociągi, które coraz głośniej zastanawiają się nad wykorzystaniem hasła i popularyzowaniem go w Internecie.
♦ 17 października, 2016 ♦ Skomentuj jako pierwszy W najbliższą środę w Łańcucie pierwszy raz w życiu zmierzą się kumple od serca, kapitan miejscowego Sokoła, Maciej Klima i trener AGH Kraków, Wojciech Bychawski. Technicznie rzecz biorąc, rywalizowali już, ale tylko w trzech sparingach na przestrzeni ostatnich dwóch lat, a to będzie pierwszy mecz oficjalny, o punkty. W innych przypadkach zawsze bili się ramię przy ramieniu. Ich zażyłość liczy już 14 lat, a jest o tyle ciekawa, że tak samo jak misiowaty Wojtek i chudy, żylasty Maciek różnią się fizycznie, tak są też odmiennymi typami ludzkimi. – No tak, Maciek to spokojny, kulturalny, elegancki człowiek. Ze wszech miar sprawiedliwy. A ja jestem inny… – mówi Bychawski, przejaskrawiając nieco, w swoim stylu. – Wojtek to ogromna, mocna sylwetka i tak samo silny, niesamowicie silny, charakter. A ja na początku byłem cichutki, skromniutki, zahukany – przedstawia własną wersję Maciek. – To faktycznie fenomen, bo dwóch bardziej różnych ludzi trudno byłoby znaleźć. On też dokładniej pamięta ich pierwszy kontakt. To niewiarygodne, ale mając 20 lat w ogóle nie uprawiał wyczynowo koszykówki. Zniechęcił się do niej jeszcze w grupach młodzieżowych Wisły Kraków, gdzie był dużo słabszy, zwłaszcza fizycznie, od większości kolegów. Podjął jednak studia na ówczesnej Akademii Rolniczej (dzisiaj pierwszy człon w nazwie zastąpił Uniwersytet), a że basketu nigdy zupełnie nie porzucił, trafił do uczelnianej sekcji. – Graliśmy między innymi z Wojtkiem, który kozłował piłkę. Postanowiłem, że mu ja odbiorę, bo jakoś niezgrabnie to robił. Nie udało się, przebiegł po mnie i nawet nie wiem, czy mnie zauważył – opowiada Maciek. – Do tego zjadł mnie z butami Remik Surma, niesamowita postać; wysoki, potężny, „trója”. Dziw, że nie występował w żadnym klubie, był takim trochę samoukiem. Pomyślałem, że w tej drużynie również moja kariera się kończy i to pierwszego dnia. Dopiero trener Armatys mnie pocieszył: „Spokojnie, zostań. Przyjdź też na następne zajęcia; zobaczysz, będziesz mi potrzebny”. Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ Faworytem środowej konfrontacji, zaplanowanej na g. 18 w hali łańcuckiego MOSiR, są gospodarze, liderujący w I lidze z kompletem czterech zwycięstw. Krakowianie zwyciężyli dotąd tylko raz, na ogół płacą haracz nowicjusza. Z trzech wyjazdowych porażek jedną ponieśli różnicą 1 „oczka”, a w minioną sobotę – dwóch. Za każdym razem przez finałowe kilkanaście sekund mieli piłkę i możliwość przechylenia szali na swoją korzyść. Dzień po inauguracyjnej przegranej w Inowrocławiu do Bychawskiego zadzwonił Klima, wracający akurat ze swoim zespołem z Pruszkowa. – Mówię do niego: „Nie pogadamy, Maciuś, smutny jestem” – opowiada Bychawski. – A on: „Co ty się tak przejmujesz, Zwierzu, poważniejsze roboty już w swoim życiu kładliśmy”. Po czym zaintonował w autokarze: „I Zwierzu też, i Zwierzu też, przyjacielem Sokoła jest”. Ktoś podchwycił i słyszę chór, że jestem przyjacielem Sokoła. To jedna z głównych jego cech – zaraża optymizmem. Nigdy się na nim nie zawiodłem, a jednocześnie jest to jedyny gość, który – kiedy za bardzo namieszam w swoim życiu – potrafi mi powiedzieć: „ogarnij się i przestań walić w ch…”. W 2005 roku Sokół był akurat po debiutanckim, za to jednym z najbardziej udanych sezonów na zapleczu ekstraklasy. W półfinale play off odpadł dopiero po piątej konfrontacji z Polpakiem Świecie, prowadząc na wyjeździe jeszcze na dwie minuty przed końcem. Gdyby utrzymał przewagę – wszedłby do finału i do Polskiej Ligi Koszykówki. I ten klub złożył ofertę rodowitemu krakusowi Maciejowi Klimie, który dotąd nigdy nie występował powyżej III ligi, a świeżo wywalczył awans do drugiej w barwach Korony Kraków. Turniej barażowy odbywał się w Rzeszowie i tam zauważył go szkoleniowiec łańcucian, Dariusz Kaszowski. – Pewnego dnia zadzwonił Maciek i takim dziwnym głosem mówi: „Coś ważnego się stało, przyjedź, proszę. Nie mogę o tym mówić przez telefon, ale musimy pogadać” – wspomina Bychawski. – Myślałem o najgorszych rzeczach: „Jezu, może zachorował, ma raka”. Przyjeżdżam, a on mówi: „Zwierzu, trener Kaszowski zaproponował mi grę u nich. W I lidze! Wyobrażasz to sobie? Nie wiem, co mam robić”. Ja na to: „Nad czym się zastanawiasz? Rzucaj wszystko i jedź tam”. Cieszę się z kariery, jaką zrobił, ale uważam, że mogłaby być jeszcze większa. Problem w tym, że Maciek jest zbyt rodzinny, zbyt przywiązany do ludzi, a musiałby w przeszłości ruszyć się gdzieś w Polskę, do TBL. Klima twierdzi natomiast, że nigdy nie zająłby się „dorosłą”, poważną koszykówką, gdyby nie Bychawski, który namówił go na grę w III-ligowym Limblachu Limanowa. – To było dość daleko, ale Wojtek wszystko załatwiał, organizował, często zresztą jeździliśmy jego seicento – opowiada. – Hartowałem się; pod prysznicami nie było grama ciepłej wody, w hali też strasznie zimno. Maciej stał się jednym z najlepszych zawodników w historii I ligi w jej obecnym kształcie (jako środkowego z trzech poziomów rozgrywek centralnych). Przez rok występował też w ekstraklasie, w Stali Stalowa Wola. Wojciech pnie się w górę jako trener. Z drużyną, którą wraz ze szczupłym gronem współpracowników buduje od sześciu lat, przeszedł od trzeciej ligi do pierwszej. Jest też w sztabie kadry narodowej U-14. Obaj jednak z wyjątkowym sentymentem traktują swoje członkostwo w reprezentacji AR – amatorskiej ekipie, startującej w duperelnych, w porównaniu z wyzwaniami, przed którymi obecnie stają, rozgrywkach akademickich. Z rozrzewnieniem wspominają, że w mistrzostwach Małopolski przełamali hegemonię Akademii Górniczo-Hutniczej i, jedynego zdolnego z nią konkurować, Uniwersytetu Jagiellońskiego. W mistrzostwach Polski szkół ekonomicznych, rolniczych i pożarniczych zdobyli brązowy medal. Opowieść Bychawskiego o tamtych czasach brzmi jak wielki, żarliwy hymn na cześć młodzieńczej przyjaźni. – Nigdy już na taką grupę nie trafiłem! Razem płakaliśmy po porażkach, razem cieszyliśmy się ze zwycięstw, całą noc popijając piwko i grając w kalambury w Parku Krakowskim. Wyjazdy z nimi to były niesamowite emocje, które przebijały wręcz emocje sportowe. Przygody, jak w podróży dookoła świata. A kiedy teraz czasem się widzimy, te emocje wracają! Dzisiaj mają po trzydzieściparę-czterdzieści lat, żony, dzieci. Co roku jednak spotykają się na memoriale zmarłego, uwielbianego trenera, Mariana Armatysa. Dwukrotnie z Anglii przyleciał nawet Remigiusz Surma. Klima zagrał przed dwoma laty, mimo że był niedługo po operacji, a tego samego dnia musiał jeszcze iść na wesele. – A Tadziu Ostrowicz pracował w Hamburgu i gdy się dowiedział w piątek po południu, w nocy przejechał te tysiąc kilometrów, choć w niedzielę musiał zbierać się z powrotem – daje przykład Maciek. – I zawsze turniej kończy się tak samo – dorzuca Wojtek. – Przed jakimikolwiek atrakcjami towarzyskimi jedziemy wszyscy do Mydlnik na cmentarz, gdzie na grobie składamy zdobyty puchar, kwiaty, znicze. W tym roku była ściana wody, mieliśmy kłopoty z ich zapaleniem, ale programu nie zmieniliśmy. Anegdot jest mnóstwo. – Wielu zdarzeń już nie pamiętam, a nawet gdybym pamiętał, to raczej nie dałoby się o nich opowiedzieć – opiera się z humorem Maciek. Wojtek albo pamięć ma lepszą, albo skrupuły mniejsze. Serwuje historyjki, jak w drodze z Limanowej do Krakowa ledwo trzymała się karoseria jego seicento, bo w środku koledzy grali w piłkarzy o batonika, jak wypadał z okna klubowego mieszkania Sokoła na osiedlu gen. Maczka, jak fantastycznie gotuje pani Klimowa. – Najlepsze żarcie na świecie! Mama Maćka dożywiała tych biednych chłopaków z akademika „Rolniczej” i zawsze była przygotowana. Jeśli przyszło nas pięciu to miała sześć porcji, a kiedy jedenastu – to dwanaście. Nikt nigdy nie dostał pół. Pytała tylko: „Wolicie na zimno, czy na gorąco?”. Wątek kulinarny odżywa zresztą przy najróżniejszych okazjach. Bychawski twierdzi, że w świecie profesjonalnej koszykówki tylko w przypadku dwóch ludzi zetknął się z prawdziwą, bezwarunkową dobrocią. Pierwszym jest Klima, drugim jeszcze sławniejszy zawodnik, Michał Hlebowicki, obecnie reprezentujący R8 Basket Politechnikę Kraków. – Mieszkają razem z Rafałem Knapem, wpadam do nich pogawędzić o koszu, na przykład o godzinie – opowiada ze swadą Wojciech. – Ktoś inny warknąłby: „Chłopie, gdzie się tłuczesz po nocy, nie masz gdzie spać?”, w ostateczności powiedziałby: „Skoro już przylazłeś, to podaj piwo z lodówki, bo nie chce mi się wstawać”. A „Hlewik” wstaje, ubiera się i mówi: „Fajnie, że jesteś, Zwierzu, zrobiłem mięsko do burrito, takie jakie lubisz. Już ci podgrzewam. Dodam super przyprawę, którą przywiozłem z Łotwy”. – Proszę poinformować czytelników, że Wojtek tylko o dwóch rzeczach w swoim życiu rozprawia z autentyczną pasją: koszykówce i jedzeniu – kpi przechodzący trener przygotowania motorycznego AGH, Piotr Biel. – Nie da się ukryć. Ale niechże pan wyraźnie zaznaczy, że jedzenie jest na pierwszym miejscu – odparowuje Bychawski, który także w tym duecie rzadko zgadza się na pozostanie bez puenty. PAWEŁ FLESZAR
Z Historia Wisły Skocz do: nawigacji, wyszukiwanie Jak długo na Wawelu... Jak długo na Wawelu, Zygmunta bije dzwon, Jak długo nasza Wisła, Do Gdańska płynie wciąż. Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski ród Zwycięży nasza Wisła, bo to Krakowski klub (Bis) Wierny swojej drużynie, znów przyjdę na jej mecz, i smutek z serca zginie, troski odejdą precz. Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski ród Zwycięży nasza Wisła, bo to Krakowski klub (Bis) Zwycięży Gwiazda Biała, Nasza Wiślacka brać, Zasługa to niemała, Tych co umieją grać. Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski ród Zwycięży nasza Wisła, bo to Krakowski klub (Bis) Nawet jeśli przegrywasz, To musi krótko trwać, Bo mistrza ten zdobywa, który potrafi grać. Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski ród Zwycięży nasza Wisła, bo to Krakowski klub (Bis) Nagrania Aktualna wersja Hymnu Wersja Instrumentalna Historia Jak długo w sercu naszym Jak długo w sercu naszym, choć kropla polskiej krwi, jak długo w ręku naszym ognista szabla lśni. Stać będzie kraj nasz cały, stać będzie Piastów gród, zwycięży Orzeł Biały, zwycięży polski lud. Jak długo z gór karpackich brzmi polskiej pieśni ton, jak długo na Wawelu Zygmunta bije dzwon. Stać będzie… Jak długo święta wiara ożywia polską krew, stać będzie Polska stara, bo każdy Polak lew. Stać będzie… Na początek słów kilka o tym, skąd się wziął hymn „Białej Gwiazdy”. Hymn - słowa jak i melodia - oparte są na patriotycznej pieśni chętnie śpiewanej przez Polaków w okresie przedwojennym. Tekst tej pieśni, zaczynający się słowami "Jak długo w sercu naszym", znajduje się w ramce obok. Jej autorem był krakowski dramatopisarz, autor wielu polskich sztuk teatralnych ( wodewilu Królowa przedmieścia) - Konstanty Krumłowski (1872-1938). Data powstania utworu jest sporna. W "Księdze cytatów o Krakowie", której autorką jest Karolina Grodziska, znaleźć można informację, że pieśń powstała pod koniec XIX wieku. W książce pt. "Polskie pieśni patriotyczne" jest natomiast napisane, iż utwór powstał ok. roku 1920. Tyle historii pierwowzoru. Kiedy pieśń zaczęto śpiewać wiślakom, dokładnie nie wiadomo. Fani Cracovii twierdzą, że pieśń była ich hymnem, po czym została skradziona przez wiślaków (sic!). Twierdzenie bzdurne, szerzej o nim przeczytać można w ciekawostkach. Zapis, mówiący o pierwszym odśpiewaniu pieśni przez kibiców, przeczytać można w książce Jana Otałęgi "Za lotem piłki". Na stronie 32-giej owej książki czytamy: "Wiele nerwów kosztował występ w Katowicach, gdy toczono decydujący bój z niemieckim o pierwsze mistrzostwo ligi. Boisko otaczało wojsko i policja, obawiano się rozruchów. Meczu nie dokończono, przy stanie 2-0 dla Wisły rywal zszedł z boiska. Potem śpiewano >Jak długo na Wawelu<". W cytacie mowa o meczu z 25 września 1927 roku, Wisła grała w Katowicach z tamtejszym Katowice. Mecz zakończył się zwycięstwem (2:0) krakowskiej drużyny. Były to zawody decydujące o mistrzostwie Polski, więc wiślacy nie mogli pozwolić, aby zwyciężyła drużyna niemiecka. Sukces w tym meczu został entuzjastycznie przyjęty przez Polaków, więc odśpiewanie pieśni patriotycznej nikogo dziwić nie powinno. Książka Jana Otałęgi została wydana w 2003 roku zaś powyższy fragment opiera się na wspomnieniach Mieczysława Balcera. Sięgając zaś do źródeł z epoki natrafiamy na interesujący fragment w księdze "30-lecie Towarzystwa Sportowego Wisła" (zobacz pdf). "Kluby ledwo dyszą, nie lepiej powodzi się też "Wiśle" to też zwija swoje sekcje, to znowu je reaktywuje, zależnie od zasobów. Ten trud, ta ciągła walka o byt hartuje i podtrzymuje "Wisłę" na duchu a brać Wiślacka śpiewa "Jak długo na Wawelu Zygmunta bije dzwon, jak długo nasza Wisła do Gdańska płynie wciąż..." ślubując temi słowy, że wytrwa i przetrzyma najgorsze nawet czasy. Krzepią się temi słowy, serca, powstają nowe myśli i plany. I nie próżne były słowa piosenki, niespełna kilka dni od zniszczenia trybuny, a już zaczynają stukać siekiery, by odbudować trybunę, względnie jej jedno skrzydło, aby znowu choć prowizorycznie dalej na nowo pracować." - czytamy na stronie 52-giej w monografii. Cytat ten dotyczy roku 1935, oraz zniszczonej Wiślackiej trybuny. Wynika z tego, że w roku tym już pieśń powszechnie uznawano za hymn TS Wisła (choć należy zaznaczyć, że ówczesny statut Wisły milczał na temat hymnu, mowa tu więc o zwyczaju, a nie oficjalnym zapisie). Wspomnienia Mieczysława Strychalskiego potwierdzają, że "Jak długo na Wawelu..." było uznawane za hymn Wisły już w latach 20. XX wieku. Strychalski występował wtedy głównie w drużynie rezerw Białej Gwiazdy, a w 1966 roku tak wspominał ten czas: Lata 1922-1927 to piękne i bogate karty sekcji piłkarskiej Wisły. Nasz hymn klubowy „Jak długo na Wawelu…” to były nie tylko słowa (źródło: maszynopis w zbiorach TS Wisła). Po II Wojnie Światowej niektóre słowa, a nawet całe wersy i zwrotki, uległy niezliczonym modyfikacjom. W czasach PRL-u te zmiany były najwidoczniejsze. Z programów meczowych usunięto refren "Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski ród, Zwycięży nasza Wisła, bo to Krakowski klub" bo widocznie za bardzo nawiązywał do patriotyzmu i polskości. Taki stan rzeczy oczywiście nie mógł się podobać władzy. Przez szereg lat uroczyste odśpiewanie hymnu na stadionie odbywało się a cappella. W latach 90' skomponowano podkład, a następnie nagrano w studiu profesjonalną wersję. Zajął się tym sympatyk Wisły Andrzej Sikorowski. Wersja Andrzeja Sikorowskiego zniknęła ze stadionu, po ukazaniu się w "Dzienniku Polskim" felietonu „Służyłem ja za przewodnika” autorstwa Sikorowskiego. W felietonie autor pisał: "Wstyd, którego się najadłem, muszę zdyskontować następującym postulatem: otóż proszę uprzejmie organizatorów, działaczy i władze Wisły, by wykreślili mnie z grona sympatyków do czasu, gdy na trybunach zapanuje normalność. By zaprzestali odtwarzania piosenki »Jak długo na Wawelu« w moim wykonaniu, bo nie mam ochoty, by wtórowali mi bandyci". Sikorowski odniósł się do meczu Wisła Kraków - Arka Gdynia (2:2) z 2007 roku. Priorytetem stało się więc nagranie nowej wersji hymnu. W mediach błędnie podano informację, jakoby to zespół Brathanki miał się podjąć tego zadania. Prawda jest taka, że muzycy Brathanków Jacek Królik i Piotr Królik byli tylko jednymi z wielu artystów, zaangażowanych w przedsięwzięcie. Wiślackie "Jak długo na Wawelu..." jest prawdopodobnie najstarszym śpiewanym dziś piłkarskim hymnem w Polsce. Piękno tej pieśni to nie tylko jego słowa, ale także muzyka i historia. Ciekawostki Na uwagę zasługują wspomniane wyżej bzdurne oskarżenia kibiców Cracovii o kradzież hymnu. W początkowej wersji fani Pasów upierali się, że po II Wojnie Światowej Wisła skradła pieśń. Później natomiast zmienili wersję, twierdząc, że sami piłkarze Pasów odśpiewali hymn własnego klubu Wiśle. Jakby tego było mało, jeszcze zmieniając nazwę zespołu w tym hymnie (?!). Rzekomo miało to mieć miejsce po wspomnianym już meczu w Katowicach. Taka wersja znajduje się w serwisie poświęconym historii Cracovii. Sympatycy Pasów nie podają przy tym żadnego źródła. W książce pt. "To jest Krakow....", autorstwa M. Czumy, M. Kozioła i L. Mazana pada stwierdzenie, że to Konstanty Krumlowski pisze hymn Wisły do starej, XIX-wiecznej melodii nieznanego autora. Warto w tym momencie dodać że jeden z autorów (Mazan) sympatyzuje z Cracovią. Wisła jako pierwszy klub w Polsce nagrała swój hymn na płycie winylowej. Stało się to w lipcu 1968 roku. Hymn wykonała Orkiestra i Chór PR i TV w Krakowie pod dyr. A. Pałka Na stronie pojawił się ciekawy wpis. Tytuł brzmiał: "Hymn Wisły grany w Warszawie", natomiast treść: "Ostatnio wychodząc z metra natrafiłem na ulicznego grajka. Melodia była mi dobrze znana. Lecz nie spodziewałem się, że ktoś będzie grał ją w Warszawie. Usłyszałem melodię do piosenki "Jak długo na Wawelu". Jest to piosenka biesiadna, całkiem normalna i ktoś nie będący kibicem może znać ją tylko w takiej wersji tzn. biesiadnej. Tak się też jednak składa, że do tej samej melodii napisano słowa hymnu krakowskiej Wisły. Przed meczem Wisły w Krakowie zawsze odtwarza się ją a kibice śpiewają dobrze znane słowa. To coś jak "sen o Warszawie" na Legii. "Jak długo" jest jednak bardziej silnie jak dla mnie związane i kojarzone z Wisłą Kraków. "Sen" śpiewa się jako hymn Legii przed meczami od 2004 roku a "Jak długo?" jest hymnem Wisły od 1924. W dodatku słowa do "Snu o Warszawie" Marek Gaszyński napisał nie z myślą o klubie piłkarskim, tylko o mieście. To nie była piosenka pisana po to by sławić piłkarski klub. Lecz też taką się stała. Natomiast słowa do kibicowskiej wersji "Jak długo" napisano specjalnie pod klub piłkarski. Ponieważ grajek grał tylko melodię i nie śpiewał, można się było pomylić i wziąć piosenkę biesiadną za hymn Wisły Kraków (bo nie sądzę żeby ten człowiek chciał grać hymn Wisły Kraków w warszawskim metrze). Tak przynajmniej ja odebrałem ten kawałek. Aż chciałem się zatrzymać i wytłumaczyć panu, że może lepiej żeby tu tej melodii nie grał bo to hymn Wisły Kraków a tu Warszawa i może się zdarzyć, że przejściem podziemnym będzie przechodził jakiś kibic Legii." W kwietniu 2007 roku, w budynku Radia Kraków, piłkarze Wisły nagrali swoją wersje hymnu. Całość można zobaczyć na filmie: Wspomnienia Antoniego Pawlikowskiego Naprzód wiślacy Maszynopis w zbiorach TS Wisła, 28 marca 1980 Towarzystwo Sportowe „Wisła” w Krakowie powstało w 1906 r. dla uprawiania futbolu. Od tej daty przez 16 lat w Wiśle kopano piłkę, nim na posiedzeniu w dn. 30 maja 1922 r. wydział postanowił utworzyć sekcję ciężkiej atletyki pod kierownictwem Franciszka Pawlikowskiego. Do sekcji wówczas należały zapasy, dźwiganie ciężarów i boks. W ślad za starszym bratem zapisałem się do Wisły w roku 1923. W tym czasie po raz pierwszy mieliśmy lokal przy ul. Długiej – bywali w nim młodzi zawodnicy i kilku kibiców. Atrakcją był kwartet męski w składzie: Julian Spórna 1-tenor, Stefan Lubowiecki 2-tenor, Aleksander Stefaniuk baryton, Kuba Lubowiecki bas. Przypadkowy kwartet śpiewał pięknie szczególnie „Hej te góry”. W kinie wyświetlano film o załodze klipera „Hebe” złożonej z dobrych marynarzy, lecz wielkich zawadiaków. To oni w tawernach śpiewali swój hymn o najlepszym w świecie żaglowcu „Hebe”. Przechwałki te z pogardą odrzucały inne załogi kliperów – po wyczerpaniu argumentów słownych dochodziło do walnych bójek,w ruch wprowadzano stołki, ławy, butelki – na gruzach zdemolowanego szynku pozostawała zwycięska załoga „Hebe”. Film ten zamącił nam w głowie, ni mniej nic więcej postanowiono ułożyć hymn Wisły o podobnych walorach. Ogłoszono konkurs zamknięty rozumując słusznie, że tylko prawdziwy Wiślak może skomponować potrzebny hymn. W wyznaczonym terminie złożono osiem utworów łączenie z moją pracą, choć z muzyką miałem nikły kontakt, chyba pod wpływem Polihymni skomponowałem brawurową melodię w tonacji C-dur na 2/4 z własnymi słowami: I Naprzód Wiślacy zdobywać wawrzyny, Będziemy walczyć ile w piersiach tchu, Niech głośne będą sportowe czyny, Staniemy choćby jeden przeciw stu! II Zwycięstwo, na maszt z białą gwiazdą sztandar, Niech tam wysoko chwały znaki wije, Po słowach radości, tryumfalnych fanfar, Krzykniemy wszyscy: WISŁA niech żyje nam! Po kilku dniach jury z nieukrywanym zakłopotaniem przyznało mojemu utworowi pierwsze miejsce. Nastała wiosna, przenieśliśmy się na stadion, mój młodzieńczy hymn popłynął na fali młodzieńczej lekkomyślności. Po kilku miesiącach usłyszałem adaptację narodowej pieśni Jak długo na Wawelu… Antoni Pawlikowski Zobacz też Wiślacki śpiewnik Nieśmiertelny hymn. PS Źródło "30-lecie TS Wisła" (PDF) "Za lotem piłki" - Jan Ortęga "To jest Krakow...." - M. Czuma, M. Kozioł, L. Mazan Gazeta Wyborcza
hymn wisły kraków tekst